piątek, 12 czerwca 2015



KOMENTARZ  MISIOWATEGO
            Hej, to znowu ja.
            Wychodzi na to, że najlepszym dla nas podatników okresem jest okres przedwyborczy, obojętnie jakich wyborów dotyczy. Walczący ze sobą główni gracze polityczni rzucają wtedy na szalę całe pęta kiełbasy wyborczej. W jej zwojach, wśród licznych wydmuszek nie wartych wspomnienia, zawsze znajdzie się parę rozwiązań, które mogą okazać się przydatne dla normalnych ludzi, czyli dla przedsiębiorców, pracowników, rodziców, młodzieży czy emerytów.
            Tak dzieje się i teraz. Projektowana „rewolucyjna” ustawa dotychczasowego prezydenta o przyjaznym fiskusie dla przedsiębiorców poszła już w niepamięć. ONO uwaliło ją zanim sejm mógł ją przegłosować. W dodatku wybory prezydenckie już się odbyły z wiadomym skutkiem i byłaby to musztarda po obiedzie (a właściwie po kiełbasie prezydenckiej).
Teraz rząd pichci na gwałt kiełbasę „jeszcze przyjaźniejszą” podatnikom. Czego tam nie ma? Jest zasada przyjaznej dla podatników interpretacji przepisów i to nie tylko podatkowych. Jest zasada domniemania uczciwości, to znaczy, jak podatnik zrobi błąd, to najpierw urzędnik powinien założyć, że zrobił to przez pomyłkę.
Urzędnik będzie musiał informować też podatnika jakie są oczekiwania fiskusa w danej sprawie i co podatnik powinien wykonać, by pozostać z nim w zgodzie oraz jaka prawdopodobnie wyjdzie odpowiedź z urzędu.
Urzędnik będzie też zobligowany do oszczędnego szastania karami, czasem powinien w ogóle odstąpić od kary albo poprzestać na pouczeniu. W sprawach spornych z urzędem dopuszczalne mają być także mediacje.
W projekcie ustawy nie ma natomiast śladu o próbie uściślenia maksymalnego okresu przedawnienia w sprawach podatkowych oraz o zakazie jego permanentnego przedłużania. A był to najważniejszy punkt ustawy prezydenckiej, na który czekało wielu podatników. ONO tak skutecznie wytrzebiło ten temat, że nikt już do niego nie wraca.
To wszystko są dopiero założenia do ustawy. Co z nich zostanie? Wszystko zależy od wyniku wyborów październikowych. Jeżeli przy korycie nie nastąpi zmiana, ONO uwali połowę tych propozycji, a mniej istotna reszta wejdzie w życie przy dźwięku fanfar. Niewiele to jednak zmieni, bo proponowane zapisy ustawy są na tyle enigmatyczne (domniemanie uczciwości), żeby nie powiedzieć – infantylne, że ONO świetnie sobie poradzi z ich „odpowiednią” interpretacją. Od czego są rozporządzenia wykonawcze?
A jeśli przy korycie nastąpi zmiana?
To cała ta propozycja pójdzie w niepamięć i może wrócić po jakimś czasie w jakiejś zmienionej postaci. I znów zaczną się przepychanki z nowym ONO.
Prezydent elekt także ma swoje obiecanki. Te, których nie chce spełnić, bo były tylko kiełbasą, zgłosi jeszcze przed wyborami, by nieprzyjazna mu większość sejmowa zdążyła je odrzucić. Te które będzie chciał wprowadzić, zgłosi już po wyborach. Przejdą one lub nie w zależności od wyniku wyborów. I będzie można powiedzieć trawestując klasyka, że „chciałem ale nie mogłem”.
Największą szansę na wdrożenie ma wyższa kwota wolna od podatku, która nie uległa zmianie od 8 lat. Do świadomości podatników dotarło wreszcie, że od wielu lat byliśmy robieni w konia, niezależnie od rządzącej nami opcji politycznej, choć nie ulega wątpliwości, że najbardziej tej ostatniej.
Teraz, choćby się ONO zes...ło, każda zwycięska opcja polityczna będzie musiała tę kwotę podwyższyć. A jeśli nie podwyższy, to zniknie bardzo szybko ze sceny politycznej. Pewnie przegłosują coś około 6000 zł. Dobre i to, ale tylko na początek.
Osobnym problemem jest głodowa płaca minimalna. To HAŃBA dla kolejnych rządów po zmianie ustroju, najgorsza spuścizna po latach komuny. W pierwszych latach wolności niskie koszty pracy były zachętą dla zagranicznych inwestorów. A potem były lata 7% wzrostu dochodu narodowego, stały wzrost wydajności, zielona wyspa, tylko koszty pracy nadal pozostawały niskie. Niestety, ONO nie potrafi pojąć najprostszej rzeczy, że wyższe zarobki tych najniżej zarabiających to automatycznie wzrost zakupów, rozwój rynku wewnętrznego, a więc większe wpływy ze wszystkich podatków.
Tylko, na Boga, trzeba rozerwać automatyczną zależność pomiędzy wzrostem płacy i wysokością składek ZUS. Dziś każda podwyżka prawie w 40% wraca do budżetu (składki i podatki). A podwyżka płacy minimalnej, a w konsekwencji i płacy średniej podwyższa i tak już pierońsko wysokie składki przedsiębiorców.
By uniknąć szoku w gospodarce zarówno kwota wolna jak i płaca minimalna powinny rosnąć stopniowo, ale znacznie szybciej niż dotychczas. Inaczej nigdy nawet się nie zbliżymy do standardów płacowych Europy zachodniej. Do przedsiębiorców też w końcu dotrze, że podnosząc płace swoich pracowników rozkręcają rynek wewnętrzny, a wiec kreują popyt na swoje produkty, pośrednio lub nawet bezpośrednio.
Przeczytałem jeszcze raz cały komentarz i sam siebie zapytałem – czy ja przypadkiem szaleju się nie napiłem? Przecież ONO nawet do dyskusji na ten temat nie dopuści. A jak zostanie zmuszone, to zaproponuje zmiany ...... w perspektywie!
Ale dla nas, podatników, to będzie marna perspektywa.
                                                                                              Misiowaty



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz